niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 1. Jazda z Karolem

Karolina obudziła się. Była bardzo ładna pogoda. Ptaki za oknem ćwierkały, a przez okno wpadały ciepłe promienie słońca. Szybko wstała. Miała dzisiaj bardzo dużo do zrobienia. Szybko się ubrała w niebieskie spodnie w kratkę i bluzę z napisem Memory. Bardzo lubiła tą bluzę i choć było ciepło to ciągle ją nosiła.
    Szybko zbiegła na dół po schodach. Na dole czekał jej pies ze smyczą w pysku. Szybko ubrała buty i wyszła z psem na spacer. nie miał on gdzie uciec, bo na około były tylko pola. Był mały ruch więc nie powinno go żadne auto potrącić. Poszli tam gdzie zwykle chodzili. Skierowali się w stronę lasu. Pies pobiegł przodem.  Skręcili potem w lewo i dotarli do lasu. Poszli jeszcze kawałek dalej i dotarli do strumyka płynącego obok wielkiego dębu. Ma środku "rzeczki" był duży kamień, a którym dziewczyna usiadła i zaczęła czytać książkę.
    Siedziała tak przez kilka minut i dotarła do piętnastego rozdziału. Nagle usłyszała głuche uderzenie o ziemię. i kilka łamanych gałązek. Odwróciła się, ale niczego nie zobaczyła. Wróciła do czytania książki. Czytała jeszcze przez chwilę. Ktoś nagle skoczył na kamień za nią. Teraz już nie miała złudzeń. Odwróciła się i zobaczyła Krzyśka. Podszedł on bliżej i usiadł obok.
- Co tam Karo? - zapytał  patrząc się na psa.
- Dobrze. Nawet dobrze.
- Czemu nawet dobrze? - zapytał odwracając wzrok na nią i patrzył z przejęciem.
- Mamy obóz konny w lipcu od 12 do 25, a 26 i 27 mamy zawody. Są wtedy skoki, a jak ja mam się przygotować skoro na obozie będzie trochę niższy poziom niż normalnie na jazdach. A przecież muszę zająć pierwsze miejsce.
- Musisz mieć pierwsze z powodu Gośki?
- Nie. Nie z powodu Gośki. Przecież wiesz, że Karol jeździ w OJK Saphir i on chyba nie jedzie na obóz i będzie miał się czas przygotować. Wiesz przecież co powie pan Karol jeżeli z nim przegram.
- A tobie znowu o to chodzi. - powiedział i wzdechnął ze zmęczenia. - Przecież już o tym gadaliśmy. Wiesz, że nic się nie stanie jeżeli przegrasz.
- Mów co chcesz, ale.. - przerwała i zeszła z kamienia. - Choćmy już do mojego domu. Trzeba zacząć się zbierać na konie.
- No dobra. Przerwijmy ten temat. - powiedział i wstał.
    Ruszyli w kierunku domu Karoliny. Pies pobiegł za nimi. Wybiegał się po lesie i teraz zmęczony wracał do domu. Kiedy weszli do ogrodu położył się na trawie w cieniu i leżał tak.
    Weszli do domu i Karolina poszła na górę się przebrać, a chłopak usiadł na krześle w kuchni. Karolina ubrała swoje czarne bryczesy i sztyblety. Na to założyła czapsy i wzięła toczek pod pachę. Zbiegła szybko po schodach i weszła do kuchni. Wzięła marchewki i jabłka i poszli do stadniny. Do stadniny szło się około dziesięciu minut pieszo. Kiedy doszli oboje weszli do biura i kiedy się dowiedzieli na jakie konie wsiadają rozeszli się, i zajeli swoimi końmi. Karolina dostała Bentley'a. Był to jej ukochany koń. Poszła po siodło, ale nigdzie go nie znalazła. Ogłowia także nigdzie nie było. Po daremnym szukaniu przez kilka minut sprzętu wróciła do konia. Popatrzyła się na niego i został on przez kogoś osiodłany. Weszła do boksu i ponieważ miała jeszcze kilka minut zaczęła go głaskać. Miała jazdę z panem Karolem. Krzysiek miał jeździć z panią Kasią na Plamce.

Z powodu dużej ilości czasu dziewczyna zrobiła mu z grzywy siateczkę, a na ogonie warkocz, który kończył się prawie na końcu ogona.
- O cześć Karo. Jeździsz dzisiaj? - zapytał podchodząc do boksu i opierając się o drzwiczki.
- Tak właśnie teraz mam jeździć. - powiedziała ściągając mu wodze z szyi.
- No to choć. Będziemy się męczyć. - powiedział z lekkim uśmiechem Karol i poszedł na halę.
Dziewczyna ruszyła za nim. Wyszli ze stajni i skręcili w prawo w kierunku hali. Kiedy na nią weszli stał tam tylko pan Karol odwrócony do nich plecami. KIedy usłyszał przychanie konia odwrócił się i lekko uśmiechnął.
- Wsiadaj Karo. - powiedział i usiadł na okserze.
Karolina wsiadła na Bentley'a i dopasowała sobie strzemiona. Podczas kiedy ona dociągała popręg Karo podszedł do konia i zaczął oglądać jego warkocz na ogonie i siateczkę na szyi.
- Czy jedziesz na jakieś zawody w najbliższym czasie? Na przykład dzisiaj? - zapytał patrząc na dziewczynę.
- No nie. - powiedziała poprawiając nogi w strzemionach.
- To po co zrobiłaś mu na ogonie warkocz? - zapytał zdziwiony.
- No bo mi się nudziło.
- Aha. No dobra ruszaj stępem. - powiedział i znowu oparł się o okser.
Dziewczyna wjechała na ścianę i po kilku minutach zakłusowali. Karol co jakiś czas mówił "ręce wyżej", "usztywnij nadgarstek", "siedź prosto", "pięta w dół" i "palce do konia". Mniejwięcej w połowie jazdy zagalopowali i jeździli po drągach. Potem skoczyła kilka razy kopertę i okser.
- Karo nie dobijaj mnie. Wyżej ta ręka podczas skoku. Oddaj mu ją bardziej. - powiedział Karol podczas ostatniego skoku, kiedy za mało rękę oddała.
- Nie, nie, nie!!! Znowu za mało oddałaś. Wodza ma być napięta, ale nie jak na wyścigach. Oddaj mu ją trochę. Albo nie stój. - powiedział i podszedł do dziewczyny. - Teraz zawiąż wodze i skacz z rozłożonym rękami.
- Ma skakać osiemdziesiąt centymetrów bez trzymanki? - zapytała patrząc się na Karola ze zdziwieniem.
-Nie. Powiedziałem to na żarty. No wiąż te wodze i jedź. Nie mam czasu się z tobą kłucić.
Pełna chwila skupienia. Karo zagalopowała ze stępa i zakręciła na okser. Z każdym taktem galopu okser zbliżał się niemiłosiernie. Kiedy koń zaczął się wybijać zrobiła półsiad i koń wyciągnął swój łeb. Potem wylądowali na dobrą nogę i Karo zwolniła konia do kłusa, a potem do stępa.
- No i o to chodziło Karo. - powiedział z uśmiechem. - Może nie jesteś Trouble Maker.
- Dzięki Karol wiesz. - powiedziała opuszczając wzrok na szyję konia.
- Jejku nie obrażaj się, bo kto będzie moim uczniem? Narazie wygrywam z Kasią, Jessiką i Sylwią.
- Ważne jest tylko czy z nimi wygrywasz?  - zapytała patrząc się na niego lekko zdziwiona.
- No nie. Ważne byś ty się nauczyła jeździć na poziomie złota i wyżej. Myślisz czemu biorę wszystkie jazdy z tobą i robię z nich indywidualne?
- Bo się boisz, że jak pójdę do której kolwiek z nich to mi się tam bardziej spodoba?
Popatrzył na nią z poirytowaniem.
- Karo? Mogłabyś przestać? A z resztą jeżeli tak wolisz to od następnej jazdy biorę się za ciebie. Nie będzie już obijania się. - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ejj no nie przesadzaj. Już i tak więcej robię od reszty zawodników.
- Może dlatego, że nic się nie uczysz? Dalej nic się nie uczysz.
Karo spuściła wzrok na konia. Nie miała siły się z nim kłucić.
- No niech ci będzie, ale chcę jeździć tylko na Montim i Bentley'u.
- Zgoda. No dobra czas już go rozsiodłać. A jak chcesz to możesz mu na razie zostawić te warkoczyki. - powiedział i ruszyli obydwoje w kierynku wyjścia. Dziewczyna zsiadła z konia przed halą i zaprowadziła go do boksu. Rozsiodłała go i jego sprzęt odniosła do siodlarni. Potem jeszcze razy wyczesała konia i dała mu marchewkę.
- Dobrze się spisałeś. - powiedziała szeptem do jego ucha. On schylił łeb i zaczął skubać siano.
Karo wyszła z jego boksu i skierowała się w stronę biura. Nikogo tam jednak nie zastała. Wyszła na pole i zaczęła szukać pana Karola, pani Kasi albo pana Krzysia. Znalazła pana Krzyśka na wybiegu z Kaszmirem. lążował on go. 
- Dzieńdobry. - powiedziała dziewczyna do stojącego tyłem instruktora.
- O witaj Karo. Sory, że nie miałem z tobą jazdy, ale Karol bierze ostatnio wszystkie z tobą. A jak się jeździło?
- Całkiem dobrze. no tyko tyle, że niczego się nie uczę i od następnej jazdy Karol się bierze za mnie. - powiedziała ze zmęczeniem w głosie.
- A teraz cię zmęczył? 
- No nie.
- To wspaniale, bo pomożesz mi z końmi. - powiedział wyjmując z kieszeni karteczkę. - Tutaj masz napisane, co należy zrobić z którym koniem. Jest to napisane w kolejności, w której masz to wykonać jeżeli możesz. Mam dzisiaj strasznie dużo jazd z dzieciakami i nie starczy mi czasu.
- Bardzo chętnie pomogę. - powiedziała zabierając karteczkę i odchodząc.
Miała zacząć od wypuszczenia kilku koni na pastwisko. Wypuściła Crystalla, Royala, Pacyfika, Rufię i Jasinettę na pojedyńcze wybiegi. Potem nakarmiła wszystkie konie w stadninie szefa. Wyczyściła i osiodłała Rivera, Momenta i Darknessa. Nakarmiła prawie wszystkie konie opuszczając te, które właśnie wróciły z jazd lub miały zaraz jeździć. Następnie zmieniła jeszcze konie na wybiegach i po skończeniu wszystkiego poszła spowrotem do Bentley'a. Jednak posiedziała kilka minut w jego boksie i musiała siodłać kolejnych kilka koni. 
    Wszedł do stajni Karol. Prowadził on Royala. Wpuścił go do boksu i zamknął drzwiczki. 
- Ale, ja mam go wypuścić na wybieg. - powiedziała dziewczyna podchodząc do instruktora i patrząc się na niego ze zmęczniem, bo dodaje jej pracy.
- No dobra nie awanturuj się już go stąd zabieram. - powiedział zabierając konia i wychodząc z nim na wybieg.
- Kiedy są zawody Karol? - zapytała idąc za nim.
- Pewnie odbędą się zaraz bo obozie. Piętnastego będą skoki, a szestanstego będzie ujeżdżenie.
- A nie można by ich zamienić miejscami? Niebędę miała czasu się przygotować.
- O to właśnie chodzi. - powiedział uśmiechając się pod nosem.
- Żeby ten chłopak z OJK Saphir wygrał?
- Nie nie o to chodzi. Czy myślisz, że jak między narodowi zawodnicy chcą przełożyć termin spowodu deszczu to im wolno? Trenują wtedy kiedy mają czas. A skoro już o tym mowa, to podczas obozu będziesz miała dodatkowe jazdy z dość dobrym instruktorem, bo jesteś naszą najlepszą zawodniczką.
- A mogłabym się dowiedzieć z kim?
- No nie, bo to jest niespodzianka, a teraz wracaj już do domu i wróć tu jutro o tej samej porze, ale może montkowi nie rób warkoczyków. - powiedział i wypuścił konia na wybieg.
   Pożegnała się z panem Karolem i poszła do domu. Całkowicie zapomniała o Krzyśku, który szukał jej teraz po stajni. Chodzili tak w kółko przez kilka minut, aż się znaleźli i ruszyli w kierunku domu Karoliny. 
- Jak tam jazda? - zapytał kiedy wyszli poza teren stadniny.
- A no dobrze. Karol jak zwykle mnie zmęczył i powiedział, że nic się nie uczę więc od następnej jazdy będzie więcej ćwiczeń i ujeżdżenia. 
- Czy on czasami nie przesadza? Przecież jesteś już najlepszą zawodniczką, a co dopiero jeszcze bardziej cię cisnąć.
- No dobra nieważne, a jak tam na twojej jeździe?
    Przez całą drogię do domu, Krzysiek mówił jej co robił na jeździe, ile skakali oraz co robił źle. kiedy doszli do domu dziewczyny, chłopak powiedział, że umuwił się z kolegami na wycieczkę rowerową więc poszedł, a Karolina wyszła w tym czasie z psem. Castello się bardzo ucieszył z powrotu swojej pani i z merdającym ogonem pobiegł w stronę lasu. Dziewczyna miała ochotę zaczytać się w swojej książce więc wzięła ją. Usiadła znowu na tym samym kamieniu. Otworzyła książkę i zaczęła czytać. Pies biegał z podniesionym ogonem wąchając co się dało. Po jakimś czasie wszedł do wody i się jej napił. Dziewczyna przeszła przez rozdział szestansty, siedemnasty i osiemnasty. Zaczęło się ściemnać, a pies zaczynał mieć dosyć, że nikt nie chce się z nim bawić. Przyniusł dziewczynie patyk, ale ona czytała książkę i nic nie zauważyła. Po jakimś czasie pies zaczął się denerwować, bo zaczęło się ściemnać. Karo ocknęła się i zobaczyła na zegarek. Była ósma dwadzieścia. Szybko wstała i zaczęła wracać. W brzuchu zaczęło jej burczeć z głodu. Wróciła do domu i szybko zrobiła sobie kanapkę z żłótym serem i szynką. Pies padnięty położył się obok niej i zasnął. Rodziców nie było w domu. Karolia poszła na górę i wróciła do czytania książki. Leżała w łóżku kiedy zaczął dzwonić jej telefon. Odebrała i dzwoniła do niej mama. Dowiedziała się, że jutro mama musi iść do pracy więc nie będzie wstanie jej zawieść do Julki na urodziny. Dziewczyna była tak zmęczona, że położyła się i odrazu zasnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz